Jak odbudować wiarę w siebie po porażce?
Można odbudować wiarę w siebie po porażce. Ale nie przez wmawianie sobie, że wszystko będzie dobrze. Raczej przez nauczenie się, jak patrzeć na porażkę tak, żeby wyciągnąć z niej wnioski, ale nie zrobić z niej wyroku na swój temat.

Dlaczego jedna porażka potrafi podważyć wiele sukcesów?
Możesz mieć za sobą lata doświadczenia, wiele dobrych decyzji i mnóstwo
rzeczy, które zrobiłaś dobrze. A potem wydarza się coś, co nie wychodzi. I nagle wszystko to jakby przestaje się liczyć.
Projekt, w który wierzyłaś, nie wypalił. Nie dostałaś pracy, na której
Ci zależało. Klient odrzucił Twoją ofertę. Nie dostałaś awansu. Albo
zrobiłaś coś, na czym bardzo Ci zależało, i wyszło zupełnie inaczej, niż
planowałaś.
W głowie pojawia się jeden wielki akt oskarżenia.
To trochę tak, jakbyś przez lata zbierała dowody na to, że potrafisz
sobie radzić, a potem jedna porażka miała wystarczyć, żeby je wszystkie
unieważnić.
Dlatego po niepowodzeniu warto zadać sobie bardzo proste pytanie: „Czy oceniam teraz konkretną sytuację, czy całą siebie?”
Bo jeśli nie dostałaś awansu, to nie znaczy automatycznie, że jesteś
słabą specjalistką.
Jeśli klient nie kupił, nie znaczy automatycznie, że Twój produkt jest
bezwartościowy.
Porażka jest informacją. Trzeba tylko sprawdzić, o czym dokładnie.
Ten krótki test pomoże Ci zobaczyć, jak wygląda dziś Twoja samoocena oraz relacja ze sobą.
Porażka jest częścią drogi. Brzmi banalnie? Ale tak jest
Łatwo mówić o sukcesie, kiedy znamy już zakończenie historii.
Patrzymy na Henry’ego Forda i widzimy Ford Motor Company. Tymczasem
zanim ją założył, dwie wcześniejsze firmy splajtowały. Dopiero trzecie
przedsięwzięcie, założone w 1903 roku, stało się Ford Motor Company.
Porażka to jedynie okazja, aby zacząć mądrzej od nowa.
Henry Ford
Thomas Edison również nie dochodził do swoich wynalazków prostą
drogą. Prace nad żarówką obejmowały serię eksperymentów z
różnymi materiałami i rozwiązaniami. Z zachowanych zapisów wynika, że
droga do działającego rozwiązania była znacznie bardziej żmudna, niż
sugeruje popularna historia o jednym przełomowym eksperymencie.

Arianna Huffington wspominała, że jej druga książka została odrzucona
przez dziesiątki wydawców. Po kolejnych odmowach skończyły jej się
pieniądze. Mimo tego dalej próbowała ją wydać.
To samo widać w historii J.K. Rowling. Zanim Harry Potter trafił do
czytelników, rękopis musiał znaleźć wydawcę, który w niego uwierzył.
Sama Rowling mówi o odrzuceniach jako o części drogi do publikacji.
Nie chodzi o to, że każda porażka prowadzi do wielkiego sukcesu. Nie każda prowadzi. Chodzi o coś prostszego: ludzie, których dziś znamy z ich sukcesów,
również doświadczali odmów, błędów, nieudanych prób i momentów, w
których nie wiedzieli, co będzie dalej.
Porażka nie jest więc dowodem, że jesteś na złej drodze.
Czasem jest informacją, że trzeba coś zmienić. Czasem pokazuje brak
umiejętności, które warto rozwinąć. Czasem mówi, że wybrany kierunek Ci
nie służy. A czasem po prostu coś nie wyszło. I to też jest część działania.
Najgorsze, co możesz zrobić po porażce? Przestać próbować
Kiedyś miałam bardzo duży lęk przed porażką. Dlatego wolałam nie próbować, żeby się nie „sparzyć”. Wydawało mi się, że jeśli nie podejmę ryzyka, będę bezpieczna. Tylko że to bezpieczeństwo było trochę złudne.
Nie próbuję → nie ponoszę porażki → czuję ulgę.
Ale jednocześnie:
Nie próbuję → nie zdobywam doświadczenia → nie mam nowych dowodów, że
potrafię → jeszcze mniej w siebie wierzę.
I tak można utknąć na długo.
Można czekać na lepszy moment. Na większą wiedzę. Na większą pewność. Na
moment, kiedy wreszcie poczujesz, że jesteś gotowa. Tylko że ten moment często nie przychodzi. Dlatego dziś patrzę na to inaczej. Wolę zrobić coś i dowiedzieć się, co z tego wynikło, niż przez rok zastanawiać się, co by było, gdybym spróbowała.
Jak mówi mój mentor James Wedmore „Clarity comes from taking ACTION.”
Jasność często przychodzi dopiero w działaniu.
Nie przed nim.

Czy można odbudować wiarę w siebie po porażce?
Porażka boli. Ale najbardziej boli to, co zaczynasz o sobie myśleć Sama porażka jest faktem. Nie dostałam tej pracy. Klient wybrał inną ofertę. Projekt nie przyniósł
oczekiwanego rezultatu. Nie udało mi się zdać egzaminu. Popełniłam błąd. To wszystko można opisać jednym zdaniem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dokładamy do tego własną interpretację.
„Nie dostałam tej pracy, bo jestem za słaba.”
„Klient wybrał kogoś innego, bo moja oferta jest beznadziejna.”
„Nie poradziłam sobie z projektem, więc chyba nie nadaję się do tej
branży.”
„Skoro raz mi nie wyszło, następnym razem też się nie uda.”
I nagle jedno wydarzenie zaczyna mówić coś o całej Tobie. To bardzo ludzka reakcja. Kiedy coś ważnego nam nie wychodzi, chcemy
zrozumieć dlaczego. Szukamy przyczyny. Czasem jednak zamiast
przeanalizować konkretną sytuację, zaczynamy oceniać siebie. To ogromna różnica.
„Nie zrobiłam tego najlepiej” daje Ci możliwość poprawy.
„Jestem beznadziejna” odbiera Ci możliwość działania.

Jak uczyć się na błędach
To ważne, bo łatwo wpaść w drugą skrajność. Skoro porażka nie oznacza, że jestem beznadziejna, to może każdą porażkę mam po prostu zignorować?
Nie.
Czasem naprawdę zrobiłaś coś źle. Może zabrakło Ci wiedzy. Może źle oceniłaś sytuację. Może nie przygotowałaś się wystarczająco. Może podjęłaś decyzję zbyt szybko. I dobrze to zobaczyć. Bo wiara w siebie nie polega na tym, że zawsze znajdujesz dla siebie usprawiedliwienie. Polega na tym, że możesz uczciwie spojrzeć na swoje działanie bez niszczenia przy okazji obrazu siebie.
Możesz powiedzieć:
„Tutaj popełniłam błąd.”
I jednocześnie:
„To nie znaczy, że jestem beznadziejna.”
albo
„Nie byłam jeszcze gotowa.”
I jednocześnie:
„Mogę się przygotować i spróbować ponownie.”
albo
„Ten pomysł nie zadziałał.”
I zapytać:
„Czego dowiedziałam się dzięki temu?”
To jest dużo bardziej użyteczne niż próba przekonania siebie, że
wszystko zrobiłaś dobrze.
Po porażce warto rozdzielić dwie rzeczy.
- To, na co miałaś wpływ.
- I to, na co wpływu nie miałaś.
Załóżmy, że nie dostałaś pracy.
Od Ciebie zależało przygotowanie CV, rozmowa, sposób przedstawienia
doświadczenia, przygotowanie do pytań.
Ale nie od Ciebie zależało, kto jeszcze przyszedł na rozmowę, jakie były
wewnętrzne decyzje firmy czy czyje doświadczenie bardziej odpowiadało
aktualnym potrzebom.
Albo klient odrzucił Twoją ofertę. Możesz przeanalizować cenę, sposób przedstawienia wartości, komunikację
czy proces sprzedaży. Ale klient mógł mieć mniejszy budżet. Mógł zmienić plany. Mógł wybrać kogoś, kogo zna od lat.

Zmień definicję sukcesu
Myślę, że to jest jedna z rzeczy, które bardzo pomagają. Jeśli sukces oznacza dla Ciebie wyłącznie: „osiągnęłam cel”, to wszystko, co kończy się inaczej, będzie porażką. Możesz wtedy bardzo długo bać się działania.
Ja z czasem zaczęłam patrzeć na sukces szerzej. Nie tylko jako na osiągnięcie konkretnego wyniku, ale też jako na rozwój, wychodzenie ze strefy komfortu, pokonywanie własnych blokad i zdobywanie doświadczenia potrzebnego do kolejnych decyzji. To nie znaczy, że wynik przestał mieć znaczenie. Ma.
Jeśli prowadzisz firmę, chcesz zarabiać. Jeśli starasz się o awans,
chcesz go dostać. Jeśli rozwijasz produkt, chcesz, żeby ludzie go
kupowali. Ale wynik nie powinien być jedyną miarą Twojej wartości. Możesz nie dostać tego, czego chciałaś, a mimo to dowiedzieć się czegoś
bardzo ważnego. Możesz wykonać krok, którego wcześniej się bałaś. Możesz sprawdzić hipotezę. Możesz zobaczyć, że potrzebujesz zmienić kierunek. Możesz wreszcie przestać zastanawiać się „czy dam radę?” i dostać
konkretną odpowiedź z rzeczywistości.
Najpierw przeżyj emocje. Potem wyciągaj wnioski
Po porażce nie zawsze potrzebujesz od razu lekcji. Czasem najpierw potrzebujesz się wkurzyć. Albo popłakać. Albo powiedzieć komuś:
„Cholera, naprawdę mi na tym zależało.”
To normalne, że po niepowodzeniu pojawia się smutek, złość, żal,
rozczarowanie, zakłopotanie czy wstyd. Nie musisz od razu zamieniać tych emocji w pozytywne myślenie. Możesz je zauważyć i dać sobie chwilę. Emocje się zmieniają. Nie zostają z nami na zawsze w tej samej intensywności. Dopiero kiedy trochę opadną, łatwiej zobaczyć, co właściwie się
wydarzyło. I wtedy można przejść od:
„Dlaczego ja zawsze wszystko psuję?”
do:
„Dobra. Co się tutaj naprawdę stało?”
Jak odbudować wiarę w siebie po porażce?
Nie zaczynaj od pytania:
„Jak znowu uwierzyć w siebie?”
Zacznij od kilku prostszych pytań.
- Co dokładnie się wydarzyło?
Bez oceniania. Tylko fakty.
- Co sobie o tym powiedziałam?
Zwróć uwagę na różnicę między wydarzeniem a historią, którą do niego
dopisałaś.
- Co było ode mnie zależne?
To pomoże odzyskać poczucie wpływu.
- Co zrobiłam dobrze, mimo że wynik był nie taki, jak chciałam?
To pytanie jest ważne, bo porażka bardzo łatwo zasłania wszystko, co
zrobiłaś dobrze.
- Czego nauczyła mnie ta sytuacja?
Nie „co zrobiłam źle”. Tylko szerzej: co teraz wiem, czego wczesniej nie widziałam?
- Jaki jest mój następny krok?
Mały.
Konkretny.
Możliwy do zrobienia.
Porażka nie musi decydować o tym, co zrobisz dalej
Gdybym mogła powiedzieć coś sobie sprzed 20 lat, powiedziałabym:
„Popełniaj więcej błędów. Ucz się szybciej. Zmieniaj. Pivotuj. Działaj
odważniej.”
Nie dlatego, że porażki są przyjemne.
Nie są.
I nie każda prowadzi do sukcesu.
Ale każda sytuacja, w której naprawdę działasz, daje Ci jakieś informacje. Czasem potwierdza, że idziesz w dobrym kierunku. Czasem pokazuje, że trzeba coś poprawić. Czasem mówi: zmień plan. A czasem: odpuść ten pomysł i poszukaj innego. To też jest wiedza.
Dlatego nie chodzi o to, żeby polubić porażki. Chodzi o to, żeby nie bać się ich tak bardzo, że przestaniesz próbować. Bo wtedy ceną za uniknięcie porażki może być coś znacznie większego: życie, w którym nie sprawdzasz, co naprawdę możesz zrobić.
Test samooceny
Jeśli chcesz lepiej przyjrzeć się temu, jak dziś wygląda Twoja relacja
ze sobą, możesz zacząć od Testu samooceny. To prosty punkt wyjścia do sprawdzenia, jak oceniasz siebie, swoje możliwości i własne decyzje.
Nad tym, o czym tu czytasz, pracujesz krok po kroku w Wellenie, 30-dniowym programie budowania pewności siebie . Prywatnie, w Twoim tempie: rozmowy, ćwiczenia i małe działania, które budują zaufanie do siebie na tym, co już masz. Wellena to program Pracowni Życia, nie terapia.
O autorce
Ewa Chojecka
Twórczyni Pracowni Życia, platformy świadomej pracy z umysłem i emocjami oraz certyfikowana Trenerka umiejętności psychospołecznych. Łączę psychologię pozytywną, trening mentalny i narzędzia AI, by pomagać ludziom przekładać wiedzę na realne decyzje i działania — w życiu i w pracy. Stworzyłam też Wellenę — 30-dniowy program budowania pewności siebie z osobistą przewodniczką AI.



