Są różne strategie na sukces, ale jest też jedna wyjątkowo skuteczna metoda… na porażkę. Jeśli chcesz z niej skorzystać, oto przepis: obwiniaj innych za swoje niepowodzenia, usprawiedliwiaj się, narzekaj i przekonuj siebie, że „to nie twoja wina”. Brzmi znajomo?
Ten tekst nie jest jednak kolejną motywacyjną pogadanką o „mocy pozytywnego myślenia”. To konfrontacja z najczęstszą i najbardziej ukrytą blokadą w osiąganiu celów – rolą ofiary. Może wydaje Ci się, że Ciebie to nie dotyczy. Przecież się starasz. Pracujesz. Próbujesz. Ale… jeśli mimo wysiłku nie widzisz efektów, być może pora spojrzeć głębiej.
A uwierz mi wiem o czym mówię – pozostawałam w roli ofiary długie lata. Chociaż na zewnątrz nic na to nie wskazywało – osiągałam mniejsze cele, byłam aktywna – to w środku czułam, że jadę na zaciągniętym hamulcu ręcznym. To było to. Dopóki pozostajesz w roli ofiary – choćby subtelnie, nieświadomie – oddajesz innym stery nad swoim życiem. A cele? One spokojnie czekają, aż wyjdziesz z roli ofiary i weźmiesz za nie PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Zapraszam Cię w podróż. Niekoniecznie łatwą. Ale za to prawdziwą i transformującą.
Czym jest rola ofiary? I dlaczego tak łatwo się w niej zadomowić
Rola ofiary to nie stan faktyczny – to postawa mentalna. To sposób myślenia i reagowania, w którym oddajesz innym odpowiedzialność za swoje życie. To moment, w którym – nawet nieświadomie – zaczynasz żyć z przekonaniem, że „to nie ode mnie zależy”. Nie chodzi tu o wielkie dramaty, ale o codzienne, subtelne mechanizmy. Niewypowiedziane na głos zdania, które pojawiają się w myślach:
„To nie moja wina”,
„W tym kraju nie da się prowadzić biznesu.”
„Za późno na zmiany – już swoje lata mam.”
Pozostawanie w tej roli bywa kuszące. Daje iluzję bezpieczeństwa i zwalnia z konieczności konfrontacji z lękiem przed porażką, zmianą, czy odpowiedzialnością. Co więcej – rola ofiary często bywa „nagradzana”: współczuciem, uwagą, troską ze strony innych. Ale cena jest wysoka – brak wpływu. Brak kierunku. Brak rezultatów.
T. Harv Eker, autor książki „Bogaty albo biedny – po prostu różni mentalnie”, mówi wprost:
„Człowiek naprawdę bogaty nigdy nie jest ofiarą. Nie obwinia siebie ani nikogo innego. Bierze pełną odpowiedzialność za swoje życie.”
A to właśnie odpowiedzialność – nie okoliczności – jest punktem wyjścia do realizacji celów. Bo dopóki mentalnie jesteś ofiarą, nie możesz być jednocześnie twórcą. A Twoje cele nie potrzebują współczucia. One potrzebują Ciebie w pełni obecnej, odważnej i sprawczej.
Trzy znaki, że jesteś w roli ofiary – i nawet tego nie zauważasz
Rola ofiary rzadko objawia się dramatycznym „wszystko mi się wali!”. Częściej przychodzi cicho, w zwykłym zdaniu rzuconym w rozmowie, w myśli powtarzanej codziennie jak mantra. Z pozoru brzmią niewinnie – ale skutecznie odbierają Ci moc sprawczą. Oto trzy najczęstsze sygnały, że tkwisz w tej roli… nawet jeśli wydaje Ci się, że po prostu „realnie oceniasz sytuację”.
1. Obwinianie – „to przez nich”
To najłatwiejsza i najstarsza strategia unikania odpowiedzialności. Gdy coś się nie układa, szukamy winnych na zewnątrz. Zabawa w obwinianie, jak pisze Eker, polega na „znalezieniu w danej sytuacji jak największej liczby osób i okoliczności bez wskazywania siebie”. Bardzo mi się to podoba. Po prostu idealnie trafia w sedno.
Nie dostałaś podwyżki? To przez szefa, który nie docenia. Nie rozwijasz się zawodowo? Bo firma nie daje możliwości. Nie spełniasz swoich marzeń? Bo dzieci, bo kredyt, bo partner, bo czasy ciężkie. Obwinianie oddaje władzę nad Twoim życiem innym. A bez władzy – nie ma możliwości działania.
Przykłady obwiniania:
„Gdyby mój partner mnie bardziej wspierał, to mogłabym coś zmienić.”
„Szef mnie nie docenia – jak tu się rozwijać?”
„W tym kraju nie da się prowadzić biznesu.”
„Mam dzieci – wiadomo, że teraz nie mam szans na własne pasje.”
„Nie miałam takich możliwości jak oni – moi rodzice mnie nie wspierali.”
„W tej pracy nie da się nic zrobić – to nie moja wina, że tak to wygląda.”
„Z takimi zarobkami nie da się nic odłożyć.”
„Mam kiepskie geny – zawsze miałam problemy z wagą.”
„Z taką pogodą? No przecież nie da się wyjść biegać!”
2. Usprawiedliwianie – „takie życie”
Usprawiedliwianie to mistrzyni kamuflażu. Nie krzyczy, nie oskarża, nie dramatyzuje. Mówi spokojnym głosem, tonem rozsądku i doświadczenia. To wewnętrzny głos, który zamiast zapytać „Co mogę z tym zrobić?”, podsuwa gotową wymówkę: „Nie da się. I tak nic nie zmienię.” To nie jest agresywne „to nie moja wina” – to bardziej łagodne „takie już mam życie”. I właśnie dlatego tak łatwo się w to wślizgnąć. Bo brzmi… całkiem racjonalnie.
„Nie mam teraz czasu na zmiany, może po wakacjach.”
„Nie zacznę ćwiczyć, bo najpierw muszę kupić buty i znaleźć odpowiednią aplikację.”
„Nie rozwijam się zawodowo, bo i tak nie ma sensu – przecież nikt nie doceni.”
„Nie jestem taka przebojowa jak inni – ja to raczej stoję z boku.”
„Pieniądze nie są dla mnie aż tak ważne – wolę mieć święty spokój.”
Wiesz, co jest wspólnego dla wszystkich tych myśli?
Każda z nich ma w sobie ziarenko prawdy. Ale jednocześnie… każda jest tarczą chroniącą przed czymś głębszym: przed lękiem.
– Lękiem, że spróbuję i się nie uda.
– Lękiem, że nie jestem wystarczająco dobra.
– Lękiem, że jak ruszę z miejsca, to będę musiała się zmienić.
Dlatego usprawiedliwianie jest tak niebezpieczne. Nie brzmi jak ucieczka – brzmi jak rozsądek. A jednak to właśnie ono najskuteczniej trzyma Cię w miejscu. Pamiętaj: usprawiedliwienia dają Ci spokój… ale nie dają Ci spełnienia. Nie spełnią za Ciebie Twoich marzeń. Nie napiszą książki. Nie poprowadzą firmy. Nie zmienią Twojego ciała, relacji, finansów. One tylko pomogą Ci lepiej znosić to, że nic się nie zmienia.
3. Narzekanie, czyli wszystko jest nie tak
Narzekanie to nasz narodowy sport. Trenujemy go od lat – bez przerw, za to z pełnym zaangażowaniem. Pogoda? Zawsze zła – albo za gorąco, albo za zimno. Polityka? Wiadomo – wszyscy kradną. Praca? Ciężka, stresująca, niedoceniana. Ludzie? Egoiści, nieuprzejmi, bez empatii. Sytuacja w kraju? „No przecież każdy widzi…” Tak wygląda codzienny rytuał wielu Polaków: kawa, serwis informacyjny i kilka westchnień rozczarowania światem. I choć brzmi to jak żart, narzekanie naprawdę jest jednym z najgłębiej zakorzenionych mechanizmów mentalnych, które trzymają nas w miejscu. Dlaczego? Bo narzekanie zamyka nas w mentalności niedostatku – w poczuciu, że świat jest zły, życie trudne, a my biedni, zmęczeni i bezsilni. I że właściwie… i tak się nie uda.
A najgorsze? Że ten stan uzależnia.
Narzekanie potrafi być zaraźliwe i „zespajające” – łączy ludzi we wspólnym biadoleniu, buduje wspólnotę opartą na deficycie. Ale jednocześnie… karmi bezradność. Wypowiadając codziennie „wszystko jest bez sensu”, „nic się nie zmienia”, „jest coraz gorzej” – programujemy swój umysł na stagnację, a nie na działanie.
Czy Ty też czasem powtarzasz takie lub podobne stwierdzenia?
„Wszystko drożeje, nic się nie opłaca.”
„Znowu poniedziałek…”
„Ludzie są beznadziejni – tylko patrzą, żeby cię wykorzystać.”
„Życie to nie bajka, życie jest ciężkie.”
„Znowu nie mam energii. Co za dzień.”
„Pogoda w Polsce jest beznadziejna”
Jak pisze Eker: „Kiedy narzekasz, stajesz się magnesem na szajs.”
Bo to, na czym się koncentrujesz, rośnie. A jeśli koncentrujesz się na tym, co nie działa – nie zauważysz nawet, że tuż obok pojawia się szansa.
Narzekanie to droga donikąd. To ciągłe mówienie do świata: „Nie jestem gotowa. Nie jestem wystarczająco silna. Nie wierzę, że może być lepiej.”
A przecież może.
Jak wyjść z roli ofiary?
Przede wszystkim uświadom sobie, że „nie jesteś ofiarą”, tylko „Grasz rolę ofiary”. To pierwszy i najważniejszy punkt. Jednak sama świadomość to dopiero początek. Jeśli rozpoznałaś w sobie choć jeden z mechanizmów roli ofiary – gratulacje. Zrobiłaś pierwszy krok. Teraz czas na kolejny: działanie. Poniżej znajdziesz dwa proste, ale niezwykle skuteczne ćwiczenia, które pomogą Ci odzyskać uważność i przejąć kontrolę nad swoimi reakcjami.
Ćwiczenie 1: „Gumka na ręce” – przerwij schemat w momencie, gdy się uruchamia
Załóż cienką gumkę recepturkę na nadgarstek. Za każdym razem, gdy złapiesz się na obwinianiu, usprawiedliwianiu lub narzekaniu – delikatnie pociągnij ją i „strzel” się w nadgarstek.
To nie jest kara – to fizyczny bodziec, który przerywa automatyczny schemat i uczy Twój umysł nowego odruchu: zauważam → zatrzymuję → wybieram inaczej.
Zaskakujące, jak wiele razy w ciągu dnia możesz się na tym złapać. Ale właśnie o to chodzi – nie zmienisz nic, czego nie jesteś świadoma.
Ćwiczenie 2: Raport dzienny – odpowiedzialność na 100%
Przez najbliższe 7 dni, każdego wieczora odpowiedz na trzy pytania:
-
Czy dzisiaj obwiniałam kogoś lub coś?
-
Czy usprawiedliwiałam swoją bierność lub brak działania?
-
Czy narzekałam – w myślach lub na głos?
Na koniec dopisz:
„Co mogłam zrobić inaczej, jako osoba, która bierze odpowiedzialność za swoje życie?”
To ćwiczenie nie służy autoocenie, tylko samoobserwacji. Bo jeśli chcesz innych rezultatów – musisz przestać reagować jak ofiara. A to wymaga codziennej, życzliwej uważności.
Twoje życie, Twoja odpowiedzialność
Możesz dalej czekać, aż coś się zmieni. Aż partner zacznie Cię wspierać. Szef doceni. Dzieci podrosną. Pieniądze same się pojawią. Ale to nie jest droga osoby świadomej. To ścieżka ofiary – wygodna, znajoma… i prowadząca donikąd. Jeśli chcesz żyć inaczej – zacznij działać inaczej. Zacznij od decyzji: „To ja jestem odpowiedzialna za to, co tworzę w swoim życiu – i od dziś wybieram inaczej.”
Z mojej perspektywy – jako trenerki mentalnej i kobiety, która sama wiele razy musiała wyjść z roli ofiary – mogę powiedzieć jedno: to zmienia wszystko. Kiedy zaczęłam świadomie brać odpowiedzialność – przestałam czekać. Zaczęłam wybierać. I właśnie wtedy przyszła zmiana:
– w relacjach – bo przestałam oczekiwać, że inni „się domyślą”, coś naprawią, zmienią
– w biznesie – bo zrezygnowałam z wymówek i zaczęłam działać z miejsca mocy,
– w finansach – bo zamiast walczyć z okolicznościami wzięłam odpowiedzialność za swoje powodzenie finansowe
I Ty też możesz to zrobić. Nie musisz znać całej drogi. Wystarczy, że zrobisz pierwszy krok. Nie jako ofiara. Jako Twórca Swojego Życia.


0 komentarzy